niedziela, 11 października 2015

Pierwszy mroźny poranek

Ostatnio pisałam o zawilcach. Zawilców już nie ma... Przyszedł mróz. Nie tam byle jaki przymrozeczek. Minus siedem na dzień dobry, w sobotę... Jak poparzona wyskoczyłam z łóżka, żeby zdążyć polukrowańce złapać! Zdążyłam zanim słońce rozpuściło, ostatni raz w tym roku, pięko niektórych moich kwiatów. Zawilce jak zahipnotyzowane również wychylały główki do światła. Tym razem to je zgubiło jak ćmy lecące do świecy. W południe już nikt nie domyśli się jak piękne były jeszcze wczoraj... Zmrożone zwinęły się i zbrązowiały... I tyle, zobaczymy je dopiero w przyszłym roku. Ale mam zdjęcia!!

Wychodząc z domu ułożyłam szybki plan! Poruszać się szybko wraz ze wschodzącym słońcem! W cieniu za ciemno, w słońcu nie zostało już nic z pięknych widoków. Musiałam zdążyć tam, gdzie słońce dopiero zaczęło wynużać się zza domu, muru, drzewa... Kroczyłam więc gdzieś po środku pomiędzy cieniem, a słońcem, żeby po raz ostatni uwiecznić niektóre z moich kwiatów.

Za murem bramy wjazdowej, dosłownie od wczoraj, róża chwycila rumieńce, no i jeszcze ta biała falbanka!!


Dalej, jeszcze w cieniu jeżówki. Nieco zbladły biedactwa. Wyglądają jakby były zdziwione tym nagłym ochłodzeniem :-)


Maczki kalifornijskie zastygły w bezruchu. Jakoś dzisiaj nie są chętne do otwierania się na słońce...




Trytoma jakby nie robiła sobie nic z tego przymrozku. Chyba zdaje jej się, że swoim ognistym kolorem rozgrzeje powietrze. W końcu rośnie w towarzystwie czerwonolistnej Imperaty "Red Baron"...


Dalej nagietki dumnie pokazują swoje dzisiejsze białe ozdoby. Chyba wiedzą, że ten mrozik nie jest dla nich żadnym zagrożeniem...


Z zawilcami już dzisiaj pożegnamy się na dobre, więc jest to zdjęcie pamiątkowe. Do zobaczenia w przyszłym roku!!


Jednej z bergeni czas chyba stanął w miejscu. Postanowiła sobie zakwitnąć... A może chciała się przekonać jak będzie wyglądać w malowanej mrozem sukience? Któż to wie?



A tu werbena żegna się z gladiolą. Dzisiaj żółtej przyjaciółki już nie będzie. Niech no tylko słoneczko zacznie grzać!

 
Od rdzawego muru z kortenu mimo mrozu bije gorącem


A na deser ogródek warzywny. Tu słoneczko zagląda najpóźniej


Kapustne, w porannym słońcu wyglądaję genialnie!!





Burak liściowy

Liście ozdobnej dyńki niestety nie dożyły do rana...



Ogród warzywny ma swój urok nawet po mrozie. A jutro zjem sobie brukselki!! Mniam. To mi przypomniało o śniadanku i gorącej herbacie!! Dzisiaj wystarczy już tego polowania na mróz!



1 komentarz:

  1. U mnie przymrozek (a właściwie cała seria) nie był tak efektowny. A szkoda, bo też bym biegała z aparatem po ogrodzie :)

    OdpowiedzUsuń