wtorek, 6 marca 2012

...POCZĄTEK, HEVER CASTLE, CDN...



Dzięki mojej szkole średniej tuż po napisaniu matury (to było wieki temu!!) wyjechałam na półroczne praktyki do ogrodów przy zamku Henryka VIII – Hever Castle. W tamtych czasach dostanie się do Wielkiej Brytanii graniczyło z cudem. Oczywiście jedynym dostępnym, dla zwykłego zjadacza chleba, środkiem transportu był AUTOKAR. Z walizką zapakowaną na pół roku, stosem papierów z ambasady, szkoły i Hever wyruszyłam w wielki świat. Nie było telefonów komórkowych, autokar jeździł do Anglii 2 razy w tygodniu.  Teraz mając małe dzieci zastanawiam się, co czuli moi rodzice widząc moją przerażoną twarz przyklejoną do brudnego autokarowego okna? Do Londynu dotarłam po 28 godzinach jazdy w ciasnocie i zaduchu. Do tego tłumaczenie się na przejściu granicznym, na którym pan patrzył na mnie podejrzliwie z olbrzymiego podwyższenia. Stojąc ponad pół metra nade mną sprawiał, że czułam się jeszcze mniejsza, bardziej bezbronna i coraz bardziej niepewna czy robię dobrze opuszczając rodzinny dom...


Wysiadłam na osławionym Victoria Station z walizką pękającą w szwach, z zapasem ubrań na pół roku i jedzenia... Przynajmniej na miesiąc. Mój angielski... No cóż mieliśmy lekcje angielskiego w szkole. Gramatyka oczywiście zawsze była najważniejsza... Ona w „dogadaniu się” raczej mało pomaga, jeżeli brak nam podstawowych słów... Pani, która miała mnie odebrać i przenocować w Londynie („przyjaciółka rodziny”), nie odebrała mnie gdyż niestety właśnie miała zawał – dowiedziałam się od sąsiadów. Zatachałam walizę do pobliskiego kościoła. Wyglądałam chyba raczej żałośnie, bo zaczepiła mnie tam pewna przemiła Pani i zaproponowała pomoc. Jak to się stało, że pani akurat była polką, że zadzwoniła tam gdzie trzeba i wsadziła mnie we właściwy pociąg do tej pory nie wiem. Nawet nie zdążyłam spisać jej nazwiska ani numeru telefonu. Teraz biedaczka jest już bardzo stara, więc z Internetu raczej nie korzysta, ale bardzo jej dziękuję!!!


Tak właśnie trafiłam do Hever Castle. Niechcący jeden dzień przed terminem, późnym wieczorem, zmęczona, głodna... Pamiętam, że wtedy właściwie było mi wszystko jedno, co do mnie mówią. Chciałam tylko iść spać! Zaprowadzono mnie do tymczasowego pokoju. Szłam krętymi, wąskimi korytarzami ze stropem tuż nad głową pachnących starością i drewnem. Drzwi do sypialni były wielkie i ciężkie, jeszcze nigdy nie widziałam tak potężnych okuć i tak pięknej klamki... a łoże z baldachimem i piękne witrażowe okna wewnątrz odebrały mi dech w piersiach... Zasnęłam prawie tak jak stałam, nic mi się tej nocy nie śniło.


Poranne pytanie. Jak spałam, czy coś widziałam... Hmm... ale o co chodzi? U nas w Polsce raczej rzadko straszy... Za to w Anglii prawie wszędzie widywane są duchy, coś gdzieś się porusza, przesuwa, zimne powiewy powietrza w zamkniętych pomieszczeniach... Nie dziwem są, więc duchy w starym zamku z XII wieku. A zwłaszcza w sypialni, która należała do Anny Boleyn drugiej żony Henryka VIII, która została stracona przez ścięcie mieczem w wieku zaledwie 30 kilku lat. A to właśnie w niej spędziłam tę noc!!!
Tak właśnie zaczęły się mój pobyt i praca w ogrodach Hever Castle.

5 komentarzy:

  1. No super Agnieszko! Czekam niecierpliwie na kolejne posty. Pozdrawiam ze słonecznego lasu, Kasia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My również pozdrawiamy. U nas przymrozek, ale w powietrzu czuć już wiosnę!!!

      Usuń
  2. Ciekawy początek przygody :-). Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam nadzieję, że dalej nie sprawię Ci zawodu i też będzie ciekawie :-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam serdecznie:)
    Dziękuję za odwiedziny na moim blogu.
    Twój zapowiada się baaardzo ciekawie! W Hever Castle byłam tylko jako turystka. Piękne miejsce i pozostaje tylko pozazdrościć możliwości pracy tam. Wspaniała przygoda:)

    OdpowiedzUsuń